SheaMoisture, Anti-Breakage Strengthening Masque

10 maj 2016

Do napisania tej recenzji zbierałam się...długo. Za długo. Markę SheaMoisture widziałam wcześniej na kilku zagranicznych blogach, jednak rezygnowałam z zakupów, bo albo miałam problemy z dostępnością, albo ceny nie takie. Wtedy pojawiło Magdy pojawiła się recenzja maski, w której zachwalała ją na tyle, że musiałam ją znaleźć. Udało się! 
Cała seria przeznaczona jest do włosów łamiących się i osłabionych. Ja nie jestem pewna co do łamania (ostatnio próbowałam znaleźć i obciąć rozdwojone końce, udało mi się znaleźć raptem jeden...co jest nie tak z moimi oczami, skoro wiem, że jest ich więcej?), ale osłabione są, ponieważ dzień w dzień upinam włosy do pracy. Miałam duże, naprawdę duże oczekiwania wobec tego produktu.


Pierwszą rzeczą, za którą należy mi się burda, to zrobienie zdjęć PO jej zużyciu... Kto tak robi? Na pewno osoba, która pisze regularnie i pamięta o takich szczegółach (ja przyznaję, coraz rzadziej). Co mogę Wam jednak powiedzieć, to to, że miała ona biały kolor, dość zbitą konsystencję, ale jednocześnie dobrze się ją nabierało - jednak nakładanie jej na włosy już nie należało do najłatwiejszych, co chwilę miałam wrażenie, że jej nie czuję, przez co dobierałam ją bez przerwy, co źle wpływało na jej wydajność. Zapach teraz jest mi ciężko opisać, jednak był przyjemny, nie intensywny.


Maska ma wzmacniać włosy, i zapobiegać ich nadmiernemu łamaniu. Dodatkowo wygładza włosy i zapobiega puszeniu. Jak widzicie na zdjęciu, ma bardzo naturalny skład, i powinna działać przysłowiowe cuda. Cóż, u siebie nic takiego nie zaobserwowałam. Owszem, włosy wyglądały trochę lepiej, blask był zdecydowanie większy, ale dość mocno plątała mi włosy. Znacie to uczucie, kiedy włosy tworzą gładką taflę podczas zmywania masek? No właśnie, tutaj tego nie było. Do tego końce nie były tak wygładzone jak na to liczyłam, czasami wręcz puszyły się bardziej, co nie poprawiało ich ogólnego wyglądu. Na szczęście nie przepłaciłam za nią, jej cena oscylowała w okolicach £13-15.

Nie wiem dlaczego maska nie zadziałała u mnie w sposób na jaki liczyłam, ale nie zmienia to faktu, że i tak mam ochotę lepiej poznać ofertę tej marki. W planach mam zakup szamponu, o którym wspominała Hexxana, a, że moja ciekawość dotycząca kosmetyków do włosów jest nie do zatrzymania, w końcu na pewno trafi mi się coś pasującego idealnie. Oprócz tego dostępność SheaMoisture w UK jest nie najgorsza - Boots wprowadził kilka linii, sklepy z kosmetykami dla włosów afro z reguły posiadają pełen asortyment, do tego mamy do dyspozycji sklepy online. Ja jestem zaciekawiona, i na pewno wypróbuję więcej produktów.

Znacie SheaMoisture?

Prześlij komentarz

instagram @nightlywolf

© Nightly Wolf. Design by FCD.