To, co lubimy najbardziej, czyli zakupy z Polski!

Cudownie było pojechać znów do Polski po ponad roku nieobecności - chcę znowu, ale tym razem nie mam zamiaru tyle zwlekać!
Wyjazd łączył się, oczywiście, z zakupami :) Większość produktów kupiłam w świetnie wyposażonej Drogerii Pigment w Krakowie (byłabym stałą bywalczynią!), kilka rzeczy przyszło ze strony Ministerstwo Dobrego Mydła oraz e-naturalne. Nie odmówiłam sobie wizyty w drogeriach typu Rossmann czy Natura, jak i Sephorze. To co, zainteresowane? :)

Makijażowo nie poszalałam, ale i nie było takich planów. Kupiłam mocno zachwalany rozświetlacz od Wibo, który jest PRZE-PIĘ-KNY.  Polecam go Wam wypróbować, bo jest tani i dobry!
Liquid camouflage od Catrice musiał wylądować w koszyku, ale wypróbuję go dopiero jak wykończę inny podobny korektor od NYX. Annabelle Minerals dorwałam w Drogerii Pigment - używam kilka dni, i jest tak samo dobry jak Lily Lolo, w sumie ciężko mi teraz stwierdzić który ma przewagę. W tej samej drogerii znalazłam CC Cream od Lumene - niby jest dostępny na Ebay, ale zawsze lepiej jest sprawdzić kolor osobiście. Pomadka z peelingiem od Sylveco jest boska - przepiękny zapach i bardzo dobre działanie! Mogę jednak kupować Sylveco online, więc następnym razem nie będę czekać do wyjazdu. Maska od Sephory nie wiem skąd tu się wzięła, wzięłam ją przy kasie jako ciekawostkę.


Fitomed kusił mnie dłuższy czas, jak się okazało również mam gdzie go zamówić ;) Wzięłam tonik oczyszczający, bo czytałam kilka dobrych opinii. Wersja nawilżająca jest porównywana do P&R, co byłoby miłą zamianą, bo do ich kosmetyków mam gorszy dostęp. E-naturalne i olejek jojoba, kupiony do zmywania makijażu/nakładania na noc i na końcówki włosów. Trochę się boję zapchania, ale tyle dobrych opinii nie bierze się chyba znikąd.
Maska błotnista z Sephory atakuje mnie z wielu stron, od razu się na nią rzuciłam w sklepie. Już nie mogę się doczekać stosowania, ale wiecie jak jest - najpierw zapasy :) Sylveco i ich żel rumiankowy - teraz żałuję, że również nie wzięłam wersji tymiankowej, ale nic straconego. Ze strony Ministerstwa Dobrego Mydła wzięłam olej z pestek śliwki z zamiarem stosowania na twarz (coś mam z tymi olejami!), a hydrolat lawendowy zaczeka aż wykończę tonik P&R (chociaż po co czekać?).


Bardzo, ale to bardzo brakuje mi dostępu do Organique - jest kilka ich kosmetyków, na które mam dużą ochotę, jednak tym razem do koszyka wpadły tylko dwie pianki do mycia ciała: oliwka oraz mango, oraz masło glicerynowe pomarańcza z chilli. Zapach wszystkich trzech mnie urzekł, pianki zapewne będę oszczędzała na maksa ;)
Dwa ostatnie produkty to również zakupy od MDM - masło kawowe z peelingiem, oraz peeling śliwkowy (lubię zdzieranie, nie tylko skóry na twarzy). Mydło mnie trochę rozczarowało słabym zapachem, ale liczę, że zmienię zdanie, gdy tylko zacznę go używać. Masło shea zakupiłam jakiś czas temu - jak dla mnie nie ma lepszego nawilżacza na zimne dni, kiedy skóra jest w najsłabszej kondycji.

Do zdjęcia nie załapało się mydło Yope o zapachu wanilii z cynamonem - jestem oczarowana, i chcę więcej! Żałuję, że nie dokupiłam balsamu do rąk :(

To wszystko co udało mi się nabyć podczas wakacji - nie jest to wielka ilość, ale przynajmniej zaspokoiłam swoją ciekawość, a i może natrafię tutaj na ulubieńców?
Znacie osobiście niektóre z powyższych kosmetyków?

Brak komentarzy