Zużycia grudnia & stycznia

Pod koniec roku nie wrzuciłam na bloga zużyć, ponieważ w grudniu dosyć mało produktów zdenkowałam, dlatego przesunęłam to na koniec stycznia. Niestety, ten miesiąc również nie był obfity w zużywanie, dlatego poniższa lista nie jest bardzo obszerna. Zdecydowanie bywało lepiej ;) Nic nie kupowałam, przez napływ innych problemów, ale może za kilka miesięcy się to odmieni, zobaczymy. Póki co, zapraszam na przegląd śmieci!


BeautyConcept, peptydowy krem pod oczy przeciw zmarszczkom - bardzo dobry krem. Dość ciężka i długo wchłaniająca się konsystencja, ale nawilżał solidnie. Nie było efektu "wow", jednak krem jest warty uwagi. Pełna recenzja >klik!<

Shiseido, Benefiance WrinkleResist24 - tutaj trochę oszukałam, bo nie wykończyłam produktu do końca. Ładny, przyjemny zapach, niestety tonik pozostawiał na skórze nieprzyjemną, klejącą warstwę. Ma za zadanie działać przeciwstarzeniowo i nawilżająco, ale dla mnie był chyba zbyt nawilżający. Przy okazji, pojawiły mi się na twarzy jakieś dziady ;)

Jason, Tea Tree Shampoo - byłam bardzo dobrze nastawiona na ten szampon. Moje włosy szybko się przetłuszczają, mam problemy ze skalpem, a tutaj producent mówi o zniwelowaniu tych problemów. Owszem, tak było na początku, jednak pod koniec moje włosy chyba się przyzwyczaiły, i w efekcie przetłuszczały się jeszcze szybciej. Nie wiem skąd ta zmiana, ale nie wrócę do niego.

Dove, Dead Sea Minerals dezodorant - na początku odrzucił mnie jego dość mocny zapach, ale po kilku dniach się przyzwyczaiłam. Bardzo dobrze sobie radził, utrzymywał pachy suche cały dzień, nie pojawił się żaden przykry zapach. Pewnie jeszcze kupię.

Dove, Refresh+Care, Dry Shampoo - jeden z ulubieńców, niestety często nie mogę go znaleźć. Nie zostawia osadu na włosach, unosi je, odświeża, nie wysusza skóry głowy.

Avene, Thermal Water - używałam jej chyba z rok! Nie sądziłam, że się skończy, ale jednak udało się :) Nie zauważyłam wielkich efektów pielęgnacyjnych, niemniej miło było pryskać twarz w czasie upałów, bądź gdy czułam niewielkie przesuszenie (co u mnie zdarzało się rzadko).

Olej z Awokado - kupiłam go również dawno temu, w celu olejowania włosów. Bardzo dobrze sobie z tym poradził, dzięki niemu moje rzadko podcinane włosy wyglądały na zdrowe, końce nie były bardzo rozdwojone (wiadomo, że jakieś się pojawiły, jednak nożyczki to nożycziki), i nadawał blask włosom. Polecam!

L'oreal Elvive, Nutri-Gloss Luminiser - nabłyszczacz do włosów, który nie przetłuszczał, a faktycznie nadawał blask. Średnio wydajny, i posiada alkohol w składzie, więc nie wiem czy się jeszcze spotkamy. Więcej >tutaj<

Vichy, Purete Thermale, olejek micelarny do demakijażu - świetny produkt! Bardzo dobrze rozpuszczał makijaż, nie zostawiał tłustej powłoki, nie spowodował wysypu. Na pewno wrócę! Recenzja >klik!<

Rimmel, Lasting Perfection Foundation - na początku byłam z niego zadowolona, jednak z czasem zrobił się za ciężki - teraz w ogóle nie używam podkładów, nie chcę obciążać skóry. Dobrze krył, sprawiał, że skóra miała jednolity kolor, radził sobie z zaczerwienieniami. Nie matowił, więc dla mnie powtórki nie będzie. Jednak jak na drogeryjny podkład, uważam, że jest wart zakupu.

The Body Shop, masło do ciała kakaowe - Chocomania to moja ulubiona edycja TBS. Niestety, pojawia się raz do roku, więc trzeba na nią polować, ale jeśli lubicie jadalne zapachy - warto!

Skromnie, jeśli weźmiemy pod uwagę dwa zamiast jednego miesiąca, ale zostało mi naprawdę niewiele kosmetyków, yay! Jak tam Wasze zużycia?

Brak komentarzy