Maybelline, Baby Skin - czyżby?

21 lis 2015

Grudki, gule, rozszerzone pory, nierówna struktura....tak wygląda moja codzienna skóra, którą potem muszę przykryć makijażem tak, aby to JAKOŚ wyglądało. Jest ciężko, dlatego zaczęłam czytać trochę o bazach pod makijaż.
Boję się ich, bo mam cerę skłonną do zapychania, a one wydają się dosyć ciężkie. Jakby nie patrzeć, to kolejna warstwa makijażu. Desperacja i ciekawość wzięły górę. Doszły do tego również dobre opinie z blogów, więc zaryzykowałam, i kupiłam wersję Instant Pore Eraser.


Tubka wygląda kiczowato, rodem jak dla nastolatek....nie wiem, może to przez to Baby na opakowaniu, ale bez przesady. W każdym razie dziubek jest wąski, więc nie pluje produktem na wszystkie strony.

Ta wersja jest bazą silikonową, taka jest również w dotyku - śliska, ale daje matową skórę, pozbywa się błysku. Nie ma zapachu, nie zostawia kleistej powłoki. Daje jej zawsze kilka minut na wchłonięcie, chociaż to też ciężko wyczuć - skóra jest w dotyku śliska, super gładka, bez różnicy od razu po nałożeniu, czy po 10 minutach.


Skład mocno silikonowy, dlatego też obawiałabym się codziennego jej stosowania. 
Jeśli chodzi o efekt wizualny, to.....trochę się rozczarowałam. Jak w dotyku jest w porządku, tak wizualnie nie do końca. Skóra jest trochę gładsza, pory nie odznaczają się tak jak bez niej, ale efekt jest krótkotrwały, przynajmniej na mojej tłustej skórze. 

Nie ukrywam, że liczyłam na trochę więcej, i teraz jestem rozczarowana...myślałam o bazie od Revlon, czy Smashbox, ale nie wiem czy efekty będą dużo lepsze. Na pewno posiadaczki mniejszej ilości smalcu będą zadowolone (jak zwykle), ale ja nie wiem, czy będę kontynuować przygodę z bazami :/ Ta od Maybelline kosztuje niecałe £10, i uważam, że nie warto ;)

Używacie bazy pod makijaż? Tłustolice - jakie polecacie? 

Prześlij komentarz

instagram @nightlywolf

© Nightly Wolf. Design by FCD.