Bronzery, bronzery....

W kwestii konturowania czy ogólnego nadawania koloru twarzy, byłam laikiem chyba najdłużej jak się dało. Nie sądziłam, że jest mi to potrzebne, a jak już, to nie wiedziałam jak się za to zabrać. Bronzery omijałam szerokim łukiem, bo kojarzyło mi się to z dziewczynami u mnie w szkole, upapranymi brązowymi plackami na policzkach (nazywało się to wtedy dużo bardziej wulgarnie, ale pozwolę sobie nie przytaczać). Róże natomiast podobały mi się bardziej - jednak nie o nich dzisiaj będzie, a o bronzerach, których dorobiłam się całych dwóch sztuk ;)

Pierwszy z nich to produkt swego czasu ogromnie popularny - Puder HD do modelowania twarzy z Inglot, w kolorze 505. Nie mogłam się oprzeć tej fali, i wtedy dostałam go w prezencie od chłopaka, który wówczas przebywał w Polsce, więc mógł mi zakupić :) Dorzucił mi do niego jeszcze kasetkę, z mini-pędzelkiem. 

Drugi z nich to Sleek Face Contour Kit, w odcieniu Light. Również był szeroko zachwalany na angielskich blogach, więc musiałam po niego sięgnąć- to dopiero mój drugi produkt z ich szafy. Tutaj oprócz bronzera, dostajemy również rozświetlacz.


Inglot to piękny, chłodny odcień brązu, całkowicie matowy. Przeglądałam mnóstwo jego zdjęć, i w momencie obejrzenia go na żywo nie byłam ani trochę rozczarowana. Jest pięknym kolorem, na dodatek dość delikatnym, aczkolwiek nadal nieźle napigmentowanym. Ja mam jasną cerę, i nie jestem sobie w stanie nim zrobić krzywdy (chyba, że specjalnie się postaram). Uważam, że kolor jest uniwersalny, i będzie pasował większości Polek. Długo się utrzymuje, nawet na tak tłustej cerze jak moja, nie osypuje się podczas nakładania, nie znika. Świetny i niesamowicie wydajny!
Cena to 29 zł / 5,5g

Sleek na żywo jest zdecydowanie cieplejszym odcieniem brązu, więc na pewno nie spodoba się każdemu. Nie pamiętam jak wyglądały ciemniejsze odcienie, czy były tak samo ciepłe jak ten.
Tutaj w kasetce dostajemy dwa kolory - brąz do konturowania, oraz rozświetlacz. Jak już wspomniałam, kolor nie wszystkim przypadnie do gustu, ale spokojnie - nie ma tutaj pomarańczy :) 
Mnie odpowiada, czasami mam dni, gdy cera wygląda na poszarzałą, i wtedy trochę cieplejszy odcień bronzera zdecydowanie ją ożywia. Trzeba jednak uważać, bo pigmentacja jest mocniejsza niż w Inglot, i bardzo łatwo zrobić plamy - kilka pierwszych prób nie wyglądało na mojej twarzy korzystnie. Jeśli jednak nakładamy go w ograniczonej ilości, wygląda i trzyma się bardzo dobrze (aczkolwiek Inglot ma lepszą trwałość). 
Rozświetlacz ma również ciepły kolor, ale bardzo delikatny, natomiast drobinki są mocno widoczne, tutaj też można łatwo przesadzić. Ja oczywiście dodatkowego blasku nie potrzebuję, ale idealnie sprawdza się na przykład do makijażu oczu - pięknie je rozświetla!
Cena to £6.49 / 14g 

Jak widać, moja kolekcja jest śmiesznie mała, ale póki co wystarczająca -  bronzer to wciąż dla mnie dodatek, a nie niezbędnik, więc nawet nie kuszą mnie inne produkty (no dobrze, Chanel Les Beiges bym nie pogardziła...). Jestem jeszcze amatorką w tej kwestii, ale krzywdy sobie nie robię, więc nie ma tragedii. Uczę się coraz lepszego nakładania, najczęściej staram się to robić puchatymi pędzlami, bo wtedy efekt jest łagodniejszy, a już na pewno bezpieczniejszy :)

Używacie bronzer przy każdym makijażu, czy tylko od czasu do czasu?
P.S. Bronzery, czy brązery? :)

Brak komentarzy