Zużycia września

5 paź 2015

Wrzesień za nami, i chociaż pogoda w ostatnim czasie rozpieszczała w Londynie, to teraz powoli nadchodzi czas jeszcze większych wichur i deszczów niż zazwyczaj. Szkoda. Ale po tym mamy Święta - z tym, że również spędzone tutaj, więc smuteczek, ale przynajmniej ogólna atmosfera jest ciepła i pozytywna (już nie mogę się doczekać świątecznych filmów, jak "Holiday", który uwielbiam!). Dość pierdół, czas na konkrety - w tym wypadku śmieci z całego miesiąca!


Percy&Reed, Volumising No Oil Oil - świetny kosmetyk nadający blask końcówkom. Dzięki niemu włosy błyszczały, pięknie pachniały, i nie sklejały się w strąki. Recenzja TUTAJ

Marion, Hair Anti-Age, serum odmładzające - nie do końca rozumiałam działania tego serum, dlatego nakładałam je standardowo na końce, ale nadawało się również przy głowie, bo nie powodowało przetłuszczania. Piękny zapach, wytrzymujący dość długo na włosach.

L'Biotica, Hialuronic Acid, Active Serum - to już moja druga buteleczka tego serum, i dalej uważam, że bardzo dobrze się sprawuje :) Jest lekkie, nie klei się, ale za to daje świetne nawilżenie dla skóry, przy tym nie zapychając jej. Polecam!

Rimmel, Wonderfull maskara - tusz do rzęs z dodatkiem oleju arganowego. Nie wiem jakie miało być jego działanie, ale rzęsy zachowywały się tak jak przy każdej maskarze. Na początku byłam z niego zadowolona, ale dość szybko wysechł i nie rozdzielał już tak dobrze rzęs. Nie jest to zły tusz, ale mojego serca nie podbił.

Clarins, Instant Smooth Perfecting Touch - śwetny primer, doskonale wygładzający i wyrównujący skórę. Nie używałam go za często, bo jednak była to kolejna warstwa zatykająca skórę, ale gdy chciałam gładszej skóry, sięgałam właśnie po niego. Na pewno kupię ponownie.


St. Tropez, In-Shower Tanning Lotion - pisałam o nim krótko w poście o produktach brązujących (klik!). Uważam, że jest to przyjemny produkt, który nakładamy pod prysznicem, ale perspektywa stania 3 minuty bez polewania się wodą, powodowała szczękanie zębami z zimna, i odliczanie czasu na głos. Gdyby nie to, sięgnęłabym po pełen wymiar :)

Nivea, Invisible, antyperspirant w kulce - nieporozumienie. W ogóle nie działał. Jedynie sprawdził się w przypadku braku śladów na ubraniach. Nie polecam.

Clarins, Gentle Foaming Cleanser with Shea Butter - maślany, przyjemny czyścik do skór wrażliwych. Przyjemnie pachniał, nie zapychał, nie piekł w oczy. Więcej TU

Lierac, Hydra-Body Scrub - dobry peeling do ciała, który nie zdzierał bardzo mocno, ale świetnie nawilżał skórę. Pełna recenzja klik!


A'kin, Lemongrass Shampoo - naturalny szampon z trawą cytrynową, przeznaczony do włosów przetłuszczających się. Przyjemnie pachniał, miał dość rzadką konsystencję. Dobrze domywał włosy, były dłużej świeże, ale nie był zbyt delikatny dla skalpu - kilka razy mi go przesuszył.

Batiste, suchy szampon - odkąd mam jaśniejsze włosy, doceniłam Batiste, które jak dla mnie na ciemnych włosach sprawdza się okropnie (tak samo wersja przeznaczona dla brunetek - brrrr...). Dalej nie jest moim faworytem, muszę nakładać go bardzo oszczędnie i rzadko, bo od razu powoduje u mnie przesuszenie skóry głowy i jej swędzenie.

Garnier, odżywka z awokado i masłem shea - pamiętam ją jeszcze z Polski. Świetne działanie, wygładza i nawilża włosy, a przy tym super pachnie. Tania, duża pojemność (400ml) i łatwo dostępna - czego chcieć więcej? Polecam!

Toni&Guy, Rough Texturiser - świetny spray na objętość, jednocześnie odświeżający lekko włosy. Nie sklejał, nie kołtunił, nie przesuszał. Sięgnę ponownie. TUTAJ recenzja.

W tym miesiącu nie zaszalałam z denkowaniem produktów, ale i tak do przodu. Niektóre na pewno wrócą do moich zasobów nie raz :)

Jak tam Wasze denka?

Prześlij komentarz

instagram @nightlywolf

© Nightly Wolf. Design by FCD.