Moja kolekcja kosmetyków do ust

24 paź 2015

Kilka dni temu szukałam konkretnej pomadki, którą wiedziałam, że mam....tylko nie wiadomo gdzie. Zaczęłam przeszukiwać kieszenie płaszczy/kurtek, torebki pochowane w szafie....i co się okazało? Znalazłam naprawdę dużo śmieci....to znaczy produktów do ust. Były zapomniane, niektóre dość stare, nienadające się do użycia. Wtedy uświadomiłam sobie, że mam problem z kupowaniem szminek :)
Czego tu nie było! Puszka balsamu Nivea, która wylądowała w śmietniku, dwa Carmexy, oba tak brudne, że szkoda gadać, jakaś pomadka, którą kupiłam zaraz po przylocie do UK...generalnie mniejsza połowa poszła do wyrzucenia, dlatego pokażę Wam tylko to, co zostawiłam. I tak wydaje mi się, że to trochę za dużo, niemniej dla Was, blogerek, będę pewnie amatorką :))


Powyższe zdjęcie przedstawia już zredukowaną ilość produktów. Według mnie nie jest już tak źle jak było, aczkolwiek nadal przytłacza mnie ich ilość. Nie używam wszystkiego w takiej samej częstotliwości, więc pewnie czeka mnie kolejna segregacja w przyszłości :)


W kategorii pomadek wyrzuciłam najwięcej - zostawiłam tylko ulubione. Alverde otworzyłam niedawno, ale bardzo lubię za kolor i trwałość. Nuxe to klasyk, którym zachwycałam się w poprzednim poście, Baby Lips od Maybelline, to łagodniejsza wersja Carmex, ale równie dobrze nawilża usta. Color Reviver od Dior to mój faworyt - pięknie podkreśla naturalny kolor ust, więc jeśli Wasze są dość mocno napigmentowane (jak moje), to spokojnie zastąpi Wam szminkę :)


Błyszczyków mam najmniej, bo najrzadziej ich używam. BareMinerals Marvelous Moxie "Rock Star" dorwałam w TKMaxx, jest idealnym kolorem na co dzień, miniaturka Elizabeth Arden "Sunset" gości u mnie najmniej, ale ma piękny, owocowy zapach i dość mocny kolor. Niekwestionowanym ulubieńcem jest Clarins Lip Perfector 01, który znają chyba wszyscy :) Uwielbiam za design, zapach, naturalny kolor i nawilżenie. Muszę dokupić kolejną tubkę :)
Kredka Elizabeth Arden "Rose 10" znalazła się tutaj, bo mi pasowała ;) Bardzo ją lubię, ma piękny ciemno-różowy kolor, gładko sunie po ustach, nie wchodzi w załamania. Muszę ją pokazać w osobnym poście.


Szminek mam najwięcej, co dziwne bo wcale nie używam ich codziennie. Najrzadziej używam Rimmel Renew 660 "In Love With Ginger" - piękny, intensywny kolor, ale bardziej mi się podobał, gdy miałam brązowe włosy. Tak samo jest z MAC "Plumful", która u mnie wygląda na dość ciemną, przez co przy ciemnych włosach prezentowała się bosko! Poczeka :)
W kolekcji mam oczywiście kolory nude na co dzień: Rimmel "Airy Fairy", która jest przecudowna, oraz Seventeen "Beehive", którą mogę nakładać bez lusterka, bo zawsze wygląda dobrze. Obydwie mają prawie niewidoczny u mnie kolor, przez co tak je lubię. Gdy mam ochotę na coś migoczącego, sięgam po Clarins Joli Rouge Brilliant w odcieniu "Pink Coral". Jest to jak sama nazwa wskazuje, róż z domieszką koralu. Delikatna, jednak dość mocno błyszcząca. Ostatnim nabytkiem jest nowość od Maybelline, z serii Color Sensational Matte, 930 "Nude Embrace" - zakochałam się w tym kolorze u Agaty, i szybko dorwałam ją dla siebie. Bałam się efektu wysuszenia, ale szminka jest super miękka, idealnie sunie po ustach, oraz nawilża je, jednocześnie dając może nie całkiem matowy, ale satynowy efekt. Przy mocniejszym makijażu oka jest idealna. Nowe love!

To wszystko z mojej szminkowej kolekcji - uważam, że ilość nie jest przytłaczająca, taka w sam raz :) Jednak często dokupuję/wyrzucam szminki, więc pewnie zmiany nastąpią dość szybko. Brakuje mi w zbiorach klasycznej czerwieni, a to dlatego, że wyglądam w nich na 10 lat starszą, a szkoda.

Co sądzicie o mojej kolekcji? Skromnie, czy za dużo?

1 komentarz

instagram @nightlywolf

© Nightly Wolf. Design by FCD.