John Frieda, Beach Blonde, Sea Salt Spray

Osiągnięcie efektu "artystycznego nieładu", fal tzw. "beachy waves", czy jakiejkolwiek struktury jest u mnie nieosiągalne. Posiadam włosy kompletnie proste, gładkie, płaskie, i generalnie bez życia. Dlatego co chwilę planuje nowe kolory (w końcu dodają włosom wizualnej objętości), a podcinam je dość rzadko, bo staram się osiągnąć satysfakcjonującą długość (krótkie też nie bardzo się u mnie sprawdziły). 
Kiedy tylko zobaczę jakąś nowość w Bootsie, albo przeczytam pochwalne opinie na angielskich blogach, nie wstrzymuję się długo z zakupem. Tak też było gdy dowiedziałam się o powrocie popularnego niegdyś sprayu do włosów od John Frieda (chociaż przyznam, że ja go wcześniej nie znałam). Miał tak dobre opinie, że musiałam go przetestować. Na szczęście dostępność okazała się bardzo dobra, i nawet malutki Boots był w nie zaopatrzony.

Cała linia Beach Blonde ma jasnoniebieskie butelki, dość mocno rzucające się w oczy. Możemy kupić szampon, odżywkę i spray - ja oczywiście zainteresowałam się tym ostatnim. Butelka jest częściowo przezroczysta, także widać zużycie. Za każdym razem mam obawy, czy aplikator będzie wypuszczał mgiełkę, czy pluł produktem na wszystkie strony, ale tutaj na szczęście wszystko w porządku, tak jak lubię. Pojemność to 150 ml, czyli standardowo. 

Pełny skład INCI (źródło):
Aqua, Magnesium Sulfate, Alcohol Denat., Propylene Glycol, Isoceteth-20, Salicylic Acid, Sodium Benzoate, Parfum, Pvp, Citric Acid, Maris Sal, Coumarin, Benzyl Alcohol, Benzophenone-4.


Ja jestem z tego produktu bardzo zadowolona! Na początek - zapach :) Lekki, rześki, trochę morski, ale ja wyczuwam w nim kokos. Cudowny! Utrzymuje się długo na włosach, ale nie przytłacza, nie jest duszący. Psikanie włosów idzie szybko, z reguły robię to przed suszeniem - najwięcej na czubku głowy, niewiele na długości. Po wysuszeniu włosy mają wyczuwalną strukturą, nie są gładkie i śliskie, ale też nie szorstkie. Mała uwaga - warto je rozczesać przed psikaniem, bo potem są z tym większe problemy. Włosy nie są przetłuszczone, za to trochę zmatowione.
Minusem jest oczywiście ewentualnie przesuszenie - jeśli używamy go codziennie (czego nie polecam), dość szybko włosy mogą stracić blask, i potrzebniejsze im będzie mocniejsze oczyszczenie + odżywienie. Drugą sprawą jest dozowanie - tutaj również należy uważać, ponieważ za duża ilość może skleić włosy, które później nie będą się dobrze układać (chociaż myślę, że mogą się wtedy lepiej nadawać do jakichś upięć). 

Jeśli stosujemy spray oszczędnie i z przerwami, to nawet takie przyklapusy jak moje, mogą dostać więcej energii i trochę odbić się od głowy :) Byłam oczywiście sceptycznie nastawiona do tego produktu, ale miło mnie zaskoczył, i według mnie jest to najlepszy drogeryjny spray z solą - dlatego polecam mu się przyjrzeć na zakupach, jeśli zależy Wam na trochę bardziej rozczochranej fryzurze :) 
W UK jego regularna cena waha się w okolicach £6 ale można go kupić za około £4. W Polsce, wg Wizażu, kosztuje 39,90zł.

Lubicie "messy hair"? 

Brak komentarzy