Zużycia sierpnia

Wiem, że dzisiaj ostatni dzień sierpnia, więc można powiedzieć, że trochę się pośpieszyłam, ale bardzo chciałam pozbyć się zalegających śmieci ;) Zobaczcie co udało mi się wykończyć w minionym miesiącu.

Timotei Organic Delight, szampon + odżywka - dwa produkty do włosów, nie robiące nic specjalnego. Szampon dobrze mył włosy, był łagodny dla skóry głowy, ale trochę przyśpieszał przetłuszczanie. Odżywka miała gęstą konsystencję, lecz nie poprawiła stanu włosów, trochę je wygładzała. Plusem była cena (1 funt za sztukę), oraz wygodne tubki. 

Colab, suchy szampon - mój niezmienny faworyt dostępny w drogeriach. Lubię za brak osadu, nawet gdy miałam ciemne włosy, brak wysuszenia skalpu, oraz przyjemne zapachy. Będę kupować dalej.

John Frieda, Sheer Blonde, Colour renew- odżywka do wlosów blond, mająca niwelować żółć. Niestety, nie działała tak jak obiecywał producent, więc za to duży minus. Plus za bardzo dobre wygładzenie, ah te silikony ;)

Klorane, szampon z chininą i witaminą B - przeciętny produkt, który ani nie wzmocnił włosów, ani nie wpłynął na nie pozytywnie. Ot, mył, na szczęście nie przesuszył. Pełna recenzja <klik!>

Toni&Guy, Sea Salt texturising Spray - bardzo dobry spray, który unosił włosy, jednak użyty nieumiejętnie dawał posklejane i suche strąki. >tutaj< recenzja.

Daily Defense, Keratin hair mask - maska, którą wypatrzyłam na dziale "wszystko za 1 funt" ;) Nie spodziewałam się rewelacji, ale jestem z niej ogromnie zadowolona. Bardzo wygładza i nawilża włosy, sprawia, że świecą się jak lustro. To już moje drugie opakowanie, i pewnie będzie ich więcej, o ile ją znajdę.


Nip+Fab, Glycolic Fix, pads - słynne płatki do twarzy z kwasem glikolowym. Na dniach pojawi się ich pełna recenzja, ale już teraz piszę, że dla mnie były trochę za słabe w działaniu złuszczająco-wygładzającym.

La Roche-Posay, thermal spring water - wersja podróżna wody termalnej. Osobiście lepiej sprawuje się mi się Avene, więc raczej nie sięgnę ponownie po LRP. Nie mam jej jednak nic do zarzucenia, dobrze chłodziła podczas upałów.

MAC, Prep+Prime, powder - puder, który miał być lepszy niż Blot, jednak przegrał tę bitwę. Dobry produkt dla posiadaczek smalcu w zdecydowanie mniejszej ilości. Więcej w recenzji   >klik!<

Ziaja, Liście Manuka, pasta do głębokiego oczyszczania twarzy - byłam bardzo ciekawa działania tego produktu, jednak w moim przypadku nie wykazał się niczym szczególnym. Z niedoskonałościami nie wygrał, ale okazał się przyjemnym peelingiem na co dzień. Więcej >tu<

La Roche-Posay, Redermic [R] Eyes - krem pod oczy, z którym wiązałam duże nadzieje, a nawet nie doczekał sie recenzji. Dlaczego? Bo nie ma o czym pisać. Bardzo przeciętne nawilżenie, kompletnie nie zadziałał na zmarszczki mimiczne, nie rozjaśnił cieni....nie zrobił nic. Nie warto go kupować, a na dodatek nie jest najtańszy.

Lush. Cosmetic Warrior - dość długo nie odwiedzałam tego sklepu, ale nie byłabym sobą, gdybym podczas ostatniej wizyty nie kupiła maski do twarzy, Tym razem padło na Cosmetic Warrior, która....śmierdziała niemiłosiernie. Z tego względu nakładanie jej nie było przyjemnym uczuciem. Jednak jej składniki (kaolin, świeże jajka, olejek herbaciany, miód, zielone winogrona, czosnek, skrobia kukurydziana) bardzo dobrze działały na niedoskonałości. Skóra była dobrze oczyszczona, zmatowiona, zaczerwienienia znacznie mniejsce, a niespodzianki wyskakiwały o wiele rzadziej. Polecam!

Sukcesynie pozbywam się śmieci :) Znacie coś z moich zużyć? 

Brak komentarzy