Naturally Radiant, Brightening Cream

A któż to wrócił na bloga?? Fanfary i oklaski! A tak serio, nigdy wcześniej nie robiłam sobie takich przerw od pisania, ale.....brak czasu i zmęczenie jednak biorą nade mną górę. Nie spodziewałam się tego, ale niestety blog spadł z listy moich priorytetów na szary koniec. Smuteczek. Jednak planuję wprowadzić tutaj małe wizualne zmiany, i może to mnie zmotywuje do częstszego sięgania po laptopa - jakby nie patrzeć, wypisałam sobie około 40 pomysłów na posty, więc będzie co robić pisać.


Dzisiaj o must-havie: kremie pod oczy. Nie będę się powtarzać, że nie wyobrażam sobie bez nich pielęgnacji, bla-bla-bla, bo o tym wiemy wszyscy. Superdrug (taka kiczowato wyglądająca drogeria), ma w swojej ofercie kilka ciekawych marek własnych. Jedną z nich jest linia kosmetyków o wdzięcznej nazwie Naturally Radiant - rozświetlenia mi nie potrzeba, ale zdrowiej i jaśniej wyglądająca skóra - tym nie pogardzę. Z ciekawości wzięłam więc krem pod oczy, bo zapowiadał się ciekawie + był na promocji (wieczny łowca ze mnie).  

Kartonik wygląda ładnie i estetycznie, czyli tak jak lubimy. W środku znajdziemy identycznie wyglądającą (kolorystycznie) tubkę, o pojemności 15 ml. Aplikacja higieniczna, ale nie jest moją ulubioną - nieraz trzeba się mocno napocić żeby wycisnąć zawartość, co nieraz mocno mnie denerwuje i potrafię rzucić tym dziadostwem przez pół pokoju (fakt). Krem jak to krem - jest biały, i dość lekki. Szybko się go nakłada, niestety trzeba chwilę poczekać zanim się porządnie wchłonie. Mnie to teraz nie przeszkadza, bo używam go głównie na noc, gdyż na dzień mam miniaturkę od Origins.
Czekałam porankami na efekt rozświetlenia (jeszcze gdy nakładam go rano), i lekkiego zniwelowania cieni, ale........nie doczekałam się (a to niespodzianka). Krem dobrze nawilżał, i...tyle. Nie rolował się pod makijażem, ale też nie pomagał w ukrywaniu zmarszczek (po jakimś czasie korektor i tak w nie właził).

W tym momencie wolałabym coś porządniejszego i bardziej odżywczego na noc, ale nie lubię wyrzucać kosmetyków (chyba, że mi szkodzą), więc po prostu go zużyję, a potem się pożegnamy. Krem jest dobry dla osób młodszych (właśnie poczułam się staro), które nie potrzebują wsparcia anty-zmarszczkowego, oraz nie potrzebne im mocne nawilżenie. Dla tych z gorszą skórą i cieniami (czyt. ja), będzie niewystarczający.

Znacie kosmetyki marek własnych Superdrug? Potrzebujecie porządnych nawilżaczy pod oczy, czy póki co są dla Was zbędne (szczęściary) ?

13 komentarzy

  1. Ja się niestety z kremami pod oczy musiałam polubić :D Cóż, lata lecą :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja owszem lubię i używam nawilżających kremów pod oczy. Jak narazie mom faworytem jest palmers ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałam, że Palmers ma w swojej ofercie krem pod oczy - muszę mu się przyjrzeć z bliska

      Usuń
  3. Mam wrażenie, że większość tego typu kremów nie działa. Ciężko znaleźć coś konkretnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się tak wydaje :( albo my tego jeszcze nie widzimy :)

      Usuń
  4. Ja wciąż szukam ideału...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja potrzebuję czegoś konkretniejszego. Za stara jestem na takie lajciki ;)
    Nie wiedziałam, że Superdrug ma swoje marki :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie też jest niewystarczający, ale zużywam go, żeby nie wyrzucać :)

      Usuń
    2. Pewnie, skoro krzywdy nie robi, to można się nim spokojnie pomyziać :D

      Usuń
  6. śliczny wygląd bloga:) Nie mam co wypowiadać się na temat kremu pod oczy, bo nie używam, ale powiem, że cieszę się, że wróciłaś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego nie używasz? To podstawa!
      Dziękuję, chociaż póki co nic z nim nie robiłam :D miło mi, że się cieszysz ^^

      Usuń