• about me
  • menu
  • categories
  • Paulina

    Paulina

    Oryginalnie z Krakowa, aktualnie w Londynie. Wielka fanka kosmetyków, pielęgnacji cery. Z drugiej za to strony techniczna gadżeciara, fanka głośnej muzyki i ....kotów!

    Rouge Bunny Rouge, XXX Lip Plump - 066 Swell Bliss

    Na początek standardowe: przepraszam za nieobecność ;) Wiemy wszyscy czym to jest podyktowane, więc nie ma się nad czym tutaj rozwodzić. Jedyne co pałęta mi się po głowie, to decyzje, decyzje, decyzje, ale ja nie o tym...

    Tytuł posta kojarzy się trochę z filmami porno, nieprawdaż? (tak...? nie? czy tylko ja mam dziwne skojarzenia?), ale chodzi tutaj o zwyczajny błyszczyk do ust. Marka Rouge Bunny Rouge jest mi znana z nazwy, ale do czynienia z kosmetykami nie miałam nigdy. Do czasu wygranej w facebookowym konkursie u Beautyness :) Dzięki niej miałam to szczęście stać się posiadaczką jednego z produktów RBR :)


    Błyszczyk znajduje się w normalnym, plastikowym opakowaniu. Jest ono bardzo oszczędne w designie - nie mamy tutaj krzykliwych kolorów, jedynie czerń. Grafika na opakowaniu jest bardzo elegancka i delikatna, ogromnie mi się spodobała :) 

    Z zewnątrz błyszczyk wygląda pięknie - kolor jest bardzo delikatny, nudziakowy, ale przepięknie się błyszczy. Wiem, że nie widać tego na zdjęciu, ale musicie uwierzyć mi na słowo, wygląda bajecznie :) 
    Zapach jest lekki, słodki, ale niewyczuwalny podczas noszenia. 


    Gąbeczka do nakładania błyszczyka jest...typowa ;) Ma prosty kształt, i nabiera wystarczającą ilość produktu. 
    Na początku usta mogą się lepić (taka natura błyszczyków). ale po kilki chwilach to uczucie znika. Dalej mamy wrażenie "czegoś' na ustach, ale jest ono zdecydowanie delikatniejsze, lepkość całkowicie znika. 
    Błyszczyk długo trzyma się na ustach, oczywiście do momentu picia/jedzenia, kiedy wiadomo, że sobie nie poradzi ;) Świetnie nawilża usta, działa prawie jak balsam, nie podkreśla suchych skórek. 


    Na zdjęciu moje usta, pokryte jedynie błyszczykiem - brak jakiejkolwiek konturówki, balsamów, czegokolwiek. Wiem, że wygląda dość zwyczajnie, i nie rzuca na kolana, ale nie umiem tego lepiej uchwycić (a przynajmniej mój aparat ma z tym problemy). Usta wyglądają na pełniejsze - zasługa odbijającego się światła i mnóstwa drobinek. Co do tych drugich - nie jest to kiczowaty efekt, nie uzyskujemy ust oprószonym brokatem, raczej pięknie migoczących. Błyszczyk nie nadaje żadnego koloru ustom, więc jeśli na tym nam zależy - warto poszukać innego koloru. 

    Ja jestem bardzo zadowolona z tego produktu, i w ostatnim czasie bardzo często po niego sięgam - jest bezpieczny, i prosty w nakładaniu, lusterko jest nam zbędne. Nie wiem czy sięgnę po inne kosmetyki od Rouge Bunny Rouge, ponieważ nigdzie ich nie widziałam na żywo. Jeśli sytuacja się zmieni, to chętnie poznam resztę asortymentu (nawet na zasadzi wymacania, nie kupowania :D). Wiem, że markę można kupić w polskim Douglasie, tutaj nawet tego sklepu nie odwiedziłam ;) Na stronie douglas.pl znalazłam ten błyszczyk w cenie 49 zł *klik!* - dla mnie nadal za dużo na mazidło, ale może któraś z Was się skusi na "Pęczniejącą Rozkosz"? ;) (serio, kto to wymyśla!)

    Znacie Rouge Bunny Rouge?

    Na początek standardowe: przepraszam za nieobecność ;) Wiemy wszyscy czym to jest podyktowane, więc nie ma się nad czym tutaj rozwodzić. Jedyne co pałęta mi się po głowie, to decyzje, decyzje, decyzje, ale ja nie o tym...

    Tytuł posta kojarzy się trochę z filmami porno, nieprawdaż? (tak...? nie? czy tylko ja mam dziwne skojarzenia?), ale chodzi tutaj o zwyczajny błyszczyk do ust. Marka Rouge Bunny Rouge jest mi znana z nazwy, ale do czynienia z kosmetykami nie miałam nigdy. Do czasu wygranej w facebookowym konkursie u Beautyness :) Dzięki niej miałam to szczęście stać się posiadaczką jednego z produktów RBR :)


    Błyszczyk znajduje się w normalnym, plastikowym opakowaniu. Jest ono bardzo oszczędne w designie - nie mamy tutaj krzykliwych kolorów, jedynie czerń. Grafika na opakowaniu jest bardzo elegancka i delikatna, ogromnie mi się spodobała :) 

    Z zewnątrz błyszczyk wygląda pięknie - kolor jest bardzo delikatny, nudziakowy, ale przepięknie się błyszczy. Wiem, że nie widać tego na zdjęciu, ale musicie uwierzyć mi na słowo, wygląda bajecznie :) 
    Zapach jest lekki, słodki, ale niewyczuwalny podczas noszenia. 


    Gąbeczka do nakładania błyszczyka jest...typowa ;) Ma prosty kształt, i nabiera wystarczającą ilość produktu. 
    Na początku usta mogą się lepić (taka natura błyszczyków). ale po kilki chwilach to uczucie znika. Dalej mamy wrażenie "czegoś' na ustach, ale jest ono zdecydowanie delikatniejsze, lepkość całkowicie znika. 
    Błyszczyk długo trzyma się na ustach, oczywiście do momentu picia/jedzenia, kiedy wiadomo, że sobie nie poradzi ;) Świetnie nawilża usta, działa prawie jak balsam, nie podkreśla suchych skórek. 


    Na zdjęciu moje usta, pokryte jedynie błyszczykiem - brak jakiejkolwiek konturówki, balsamów, czegokolwiek. Wiem, że wygląda dość zwyczajnie, i nie rzuca na kolana, ale nie umiem tego lepiej uchwycić (a przynajmniej mój aparat ma z tym problemy). Usta wyglądają na pełniejsze - zasługa odbijającego się światła i mnóstwa drobinek. Co do tych drugich - nie jest to kiczowaty efekt, nie uzyskujemy ust oprószonym brokatem, raczej pięknie migoczących. Błyszczyk nie nadaje żadnego koloru ustom, więc jeśli na tym nam zależy - warto poszukać innego koloru. 

    Ja jestem bardzo zadowolona z tego produktu, i w ostatnim czasie bardzo często po niego sięgam - jest bezpieczny, i prosty w nakładaniu, lusterko jest nam zbędne. Nie wiem czy sięgnę po inne kosmetyki od Rouge Bunny Rouge, ponieważ nigdzie ich nie widziałam na żywo. Jeśli sytuacja się zmieni, to chętnie poznam resztę asortymentu (nawet na zasadzi wymacania, nie kupowania :D). Wiem, że markę można kupić w polskim Douglasie, tutaj nawet tego sklepu nie odwiedziłam ;) Na stronie douglas.pl znalazłam ten błyszczyk w cenie 49 zł *klik!* - dla mnie nadal za dużo na mazidło, ale może któraś z Was się skusi na "Pęczniejącą Rozkosz"? ;) (serio, kto to wymyśla!)

    Znacie Rouge Bunny Rouge?

    . 18 cze 2014 .

    43 komentarze

    1. Ja osobiście nie lubię błyszczyków. Wolę szminki lub pomadki :)
      http://tested--cosmetics.blogspot.com

      OdpowiedzUsuń
    2. ale masz skojarzenia! niegrzeczna :p a błyszczyk za taką cenę no szału nie robi ;)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. No co, ciężko nie mieć przy takich nazwach :D

        Usuń
    3. "pęczniejąca rozkosz" faktycznie brzmi jak tytuł filmu porno:P

      OdpowiedzUsuń
    4. Ja nie lubie blyszczykow wiec sie nie skusze na pewno :)

      OdpowiedzUsuń
    5. Nie znam tej firmy na żywo, jedynie podziwiam w internetach :) A nazwa niezła :P Też się czasem zastanawiam, kto te nazwy wymyśla :P

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Chyba osoby od nazw nie stronią od używek :D

        Usuń
    6. Jak dla mnie nie wygląda jakoś specjalnie. No i nie lubię błyszczyków, więc nie kusi ;)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. No fakt, nie zmienia jakoś szałowo ust, nie nadaje koloru.... :)

        Usuń
    7. Może kiedyś wypróbuję :-) Na razie błyszczyki poszły u mnie w odstawkę ;-)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. U mnie bardzo długo były zapomniane ;)

        Usuń
    8. no coś bezbarwnego z drobinkami moim zdaniem nie jest warte 50 zł, więc ja na pewno się nie skuszę, mimo że robię różne szalone kosmetyczne zakupy :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Masz zupełną rację - za taką cenę sama bym się też nie skusiła :D

        Usuń
    9. Nie znam tych błyszczyków jednak podoba mi się efekt :)

      OdpowiedzUsuń
    10. Błyszczyków nie lubię, drobinek też, więc na pewno nie sięgnę po ten produkt ;)
      Ale trzeba przyznać - z nazwą przyszaleli ;p

      OdpowiedzUsuń
    11. gratuluję wygranej Kochana :* piękny błyszczyk ! ja uwielbiam tą formę maziedeł do ust:)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dziękuję :*
        Ja też się skłaniam ostatnio tylko ku błyszczykom :)

        Usuń
    12. Ahahaha bo padnę :D Pęczniejąca Rozkosz :D To na pewno brzmi jak tytuł dobrego porno ;)
      Uwielbiam te Królikowe tłumaczenia :D hihi

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. To nie jestem jedyna, haha :D
        Nie wiem o co im chodzi, może to zamierzone działanie :))

        Usuń
      2. Być może, bo niektóre nazwy są bardzo... hmmmm.. dwuznaczne :D

        Usuń
    13. Nie znam ani jednego kosmetyku RBR, ale kuszą mnie od dawna - już chociażby ze względu na te piękne opakowania :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dobra, dobra - nazwy Cię kuszą :D

        Usuń
    14. wygląda obiecująco chociaż za błyszczykami nie przepadam :)

      OdpowiedzUsuń
    15. na pewno go nie zakupię :) po pierwsze: nie lubię błyszczyków, po drugie: cena, po trzecie: bezbarwny błyszczyk? nie nie nie :)

      OdpowiedzUsuń
    16. W RBR bardzo mi się podobają proste, ale piękne opakowania i właśnie nazwy, ale póki co ceny skutecznie mnie zniechęcają do zakupów ;)

      OdpowiedzUsuń
    17. Pęcznięjąca rozkosz - hehahaa no nie mogę - soft porno ;) Gratuluję wygranej i że sobie króliczysz teraz :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Soft porno, dokładnie :D Dziękuję :))

        Usuń
    18. Lubię taki delikatne produkty, ale cenię też gdy mają choć odrobinkę koloru. Ostatnio polubiłam się z tanimi błyszczykami z Celi, które o dziwno nie wysuszają mi ust.
      Dołączyłam do obserwatorów i zapraszam do odwiedzenia mojego bloga :)

      OdpowiedzUsuń
    19. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      OdpowiedzUsuń
    20. ja nie lubie błyszczyków, ale ten wygląda naprawdę fajnie :)

      OdpowiedzUsuń
    21. Znam RBR mam od nich tylko błyszczyk, z którego jestem zadowolona :)

      OdpowiedzUsuń

    popular posts