Boots, Tea Tree Witch Hazel, Shine Control Day Moisturiser

Uffff, nie mogli dać jeszcze dłuższej nazwy? To ma niby pomóc w wyborze podczas zakupów kosmetycznych? Ok, niby mamy zawarte składniki i działanie, ale bez przesady...
Szukałam kremu na dzień, matującego, bo tylko takie się dla mnie nadają, i wtedy ten oto Pan-Długa-Nazwa przyciągnął moją uwagę (a, no i oczywiście jego cena). "Shine control"? "Moisturiser"? W sensie matuje i nawilża? Nie często takie połączenie się udaje, ale kto nie ryzykuje ten nie ma - biorę!


Tubka jak tubka - szału nie robi. Wygląda estetycznie, ma przyjemne kolory, ale nic poza tym. Miło, że opakowanie jest przezroczyste, pozwala to kontrolować ubytek produktu - ułatwienia zawsze mile widziane. Pojemność 75 ml. 
Pierwsze co rzuca się w oczy nos, to dość intensywny zapach. Trochę kiepska sprawa jak na krem do twarzy, ale trudno. Nie jest on taki zły - rześki, mentolowy, na szczęście szybko się ulatnia. Osobiście wolałabym uniknąć jakiegokolwiek zapachu, ale niech im będzie. 


Konsystencja jest trochę odmienna od typowych kremów - na początek trzeba wspomnieć, że jest on przezroczysty, no, z lekką domieszką zieleni (mięty?). Wyglądem przypomina bardziej żel, niż krem. Mnie to osobiście zaintrygowało, bo dzięki temu wydaje się czymś lekkim, wręcz niewidzialnym na skórze. Bardzo łatwo wyskakuje z tubki, i naprawdę niewielka ilość wystarcza na pokrycie całej twarzy.
Uczucie w trakcie wmasowywania w skórę jest całkiem przyjemne - najpierw czuć lekki chłód, ale na szczęście to uczucie szybko znika. Po chwili skóra jest miękka w dotyku, aczkolwiek wizualnie nie przechodzi jakiejś wygładzającej rewolucji (a szkoda). Zakrywa ewentualne wysuszenia, i naprawdę dobrze nawilża. 

W nazwie kremu znajdziemy dwa składniki - wyciąg z oczaru wirginijskiego, oraz drzewa herbacianego. Obydwa znane są ze swoich właściwości antybakteryjnych (i nie tylko), dlatego polecane są do pielęgnacji cery trądzikowej - takiej jak moja. Ucieszyłam się widząc je wypisane na tubce, trochę mniej analizując później skład.


Nie wnikam w chemiczne nazwy, brzmiące dla mnie nad wyraz obco, jednak moje niewprawne oko, było w stanie wyłapać dwa tytułowe składniki. Wyciąg z oczaru widzimy mniej więcej w połowie składu, natomiast drzewo herbaciane znajduje się prawie na samym końcu. Jak zwykle producenci robią nas w bambuko.

Dojdźmy jednak do najważniejszego - działania. Niestety, zachwytów tutaj nie uświadczycie. Krem, owszem, wygładza skórę (w dotyku), i przyjemnie ją nawilża, jednak z "shine free" ma mało wspólnego. Mój tłuścioch wraca do swojej pierwotnej postaci mniej więcej 2 godziny po nałożeniu. I to nawet w asyście pudru matującego (jak śmie!). Także nici z matowej skóry, ale za to nie uświadczymy nalotu nowych nieprzyjaciół. Krem nie bardzo pomaga w walce z istniejącymi już wrogami, ale nie pogarsza ich wyglądu, za co plus. Jest lekki, tak jak myślałam, i nie czuć go na skórze, nie ma uczucia "tego czegoś". Szkoda tylko, że nie idzie to w parze z hamowaniem świecenia.

Krem marki Boots okazał się niewypałem, i potwierdzeniem tego, że tańsze = gorsze. Nie sięgnę po niego więcej, ale zużywać nadal będę - nie lubię marnować kosmetyków. Może swoje zastosowanie znajdzie w nocnej pielęgnacji? Trzeba być kreatywnym ;) Nie polecam, ale jeśli się bardzo uprzecie, to znajdziecie go w Bootsie. Do kupienia za 3 funty z hakiem (TUTAJ macie link potwierdzający, łącznie z dokładniejszym opisem kosmetyku, nawet znajdą się dodatkowe opinie).


Używacie kremów na dzień? Preferujecie matujące, czy nawilżające? Polecicie coś dla tłuściochów, oczywiście w rozsądnym przedziale cenowym?


29 komentarzy

  1. Uu rzeczywiście słabo ze składem jeśli chodzi o te tytułowe składniki aktywne.. Szkoda. Sama chciałabym się dowiedzieć jaki byłby fajny krem dla dużego tłuściocha (czyt. ja), bo póki co żaden sobie u mnie nie poradził :D. Pamiętam, że kieeeedyś byłam w miarę zadowolona z kremu matującego z Pharmaceris, ale kieeedy to było, już nie pamiętam, no i nie wiem czy nadal by działał ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama takowego ideału szukam ;)

      Usuń
  2. szkoda,że się nie sprawdził, ja jak mi coś nie podpasuje do twarzy do w szyję wcieram :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla tłuściochów w rozsądnym przedziale cenowym jest krem z Barwy Siarkowa Moc, takiego matu jak ten krem, żaden inny mi nie dał...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam go kiedyś, sprawdzał się na początku, a potem wszystko wróciło do "normy" ;(

      Usuń
  4. a już miałam nadzieję, że to odkrycie dla tłustej cery :(
    ps. bardzo fajnie się Ciebie czyta, podoba mi się Twój styl pisania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, też trochę liczyłam, ale jak zwykle lipa :]
      A dziękuję, miło mi, chociaż uważam, że talentu pisarskiego nie posiadam w ogóle ;)

      Usuń
  5. Jak alkohol w składzie no się nie dziwie że z matowaniem kiepsko... Głównie wysusza co powoduje tylko większe przetłuszczanie bo skóra sie broni... Hah też jestem błyszczącą twarzą ale od kiedy z kremów matujących przerzuciłam się na się na lekkie ale NAWILŻAJĄCE problem jest o wiele mniejszy. Wraca jeśli coś mi wysuszy twarz ale odkąd postawiłam na nawilżenie jest o wiele lepiej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś właśnie czytałam o tym nawilżaniu tłustej cery, ale jakoś podświadomie się przed tym bronię :) Może trzeba się przełamać :)

      Usuń
  6. ja mem cere normalna wiec w sumie nie pomoge jesli chodzi o cere przetluszczajaca sie ;) ale podobaja mi sie kosmetyki jakie przedstawiasz ostatnio na blogu :D nie znam ich ! i to jest mega ;D ale no coz te sklady zawsze sa takie jakie sa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę ;)
      Takie tam, zza granicy tanioszki przedstawiam :D

      Usuń
  7. Też myslałam, że to będzie jakieś tanie odkrycie roku :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uzywam nawilzaczem zdecydowanie kiedyś jak matowilam skore to za mocno przesuszylam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w takim razie będę musiała poszukać nawilżacza jakiegoś :)

      Usuń
  9. Ja mam suchą skórę i używam kremu Ziaja med i Iwostin. Nie wiem czy ci pomogę, ale przyjrzyj się ofercie marki Bioderma to tłustej i trądzikowej skóry- podobno jest niezła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam jeden krem z Biodermy, bodajźe Pore Refiner :) Był ok, ale też do czasu...

      Usuń
  10. a to dziad z niego ;) już miałam pisać, że fajny taki żelowy, chłodzący na letnie upały.. tak dobrze się zaczęło ;)
    szkoda, zuzyj na smarowanie nóg :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pójdzie na szyję na pewno, może nogi też :D

      Usuń
  11. Konsystencja faktycznie wygląda bardzo ciekawie, ale co z tego skoro działanie jest kiepskie. Wielka szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
  12. o kurcze rzeczywiście długa nazwa:D skład słabiutki... jakoś nie zachęca mnie to do wypróbowania ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie warto sobie nim zawracać głowy ;)

      Usuń
  13. Pamiętam jak oglądałam tę serię bo szukałam czegoś z olejkiem z drzewa herbacianego, ale składy mnie zniechęciły i dałam sobie spokój ;) I jak widać miałam nosa :D

    OdpowiedzUsuń
  14. U mnie tego typu kremy nie spisują się , bo albo wysusza moją skórę albo po 2 godzinach świece się okropnie tak jak przy zwykłym kremie :/

    OdpowiedzUsuń