Antybłysk. Essence, All About Matt, Fixing Loose Powder

Puder to kolejny produkt, bez którego nie wyobrażam sobie makijażu. Mam cerę mieszano-tłustą, i bez niego, po jakimś czasie, wyglądam jakbym wysmarowała się olejem. Nie mam swojego pudrowego ulubieńca, każdy z nich matowi moją twarz na krótki czas. Jednak udało mi się kupić produkt, który póki co spisuje się naprawdę dobrze - puder sypki Essence All About Matt!



Puder ten wypatrzyłam w Naturze, krążąc po stoiskach wyszukując czegoś naprawdę matującego. Wtedy zauważyłam ten produkt, a, że czytałam o nim kilka pozytywnych recenzji, kupiłam go bez wahania. Puder dostępny jest w dwóch wersjach - sypkiej i w kamieniu. Nie wiem w sumie dlaczego wybrałam pierwszą wersję, tym bardziej, że noszę go ze sobą w torebce, i nie jest to najbardziej praktyczne rozwiązanie, ale cóż, każdy ma czasem problem z logicznym myśleniem podczas zakupów ;) Chyba wydał mi się bardziej matujący niż ten w kamieniu. Niemniej możliwe, że tamten też przetestuję.

Puder zapakowany jest w okrągły pojemnik, zamykany na zakręcane wieczko, zabezpieczony plastikową wstawką z otworami - nie do końca udaną, ponieważ przy dużej ilości pudru, większość przesypuje się przez nie, i ląduje na tym szarym wieczku - oczywiście tylko wtedy, kiedy podróżuje w torebce. Na szczęście opakowanie jest szczelne, i puder nie emigruje poza nie. Pojemność jest całkiem spora, i wynosi 11g. Dodatkowo, opakowanie jest przezroczyste, więc widzimy ile produktu nam jeszcze zostało.


Puder ma postać białej mąki, i niestety, tak jak ona potrafi bielić - na początku, gdy nie miałam wyczucia, łatwo osiągałam efekt gejszy. Z czasem jednak można wyczuć ile produktu należy użyć, by nie zrobić sobie kuku, niemniej i tak spory minus za tę niedogodność. Jest bardzo wydajny, "maczam" w nim pędzel 1-2 razy, by spokojnie pokryć całą twarz + szyję.

Ten puder jest jednym z najlepiej matujących, jaki do tej pory miałam. Dzięki niemu mam spokój na przynajmniej 3h (teraz, w lecie, oczywiście na krócej), a gdy zaczynam się znów świecić, to tak....inaczej. Nie wiem jak to określić, nie od razu zaczynam wyglądać jak pokryta smalcem, na początku jest to taki delikatny błysk, głównie w okolicach nosa, który można łatwo zakryć i po sprawie. Tutaj kolejny plus - nawet po nałożeniu kolejnej warstwy, po kilku godzinach, produkt nie odcina się mocno na twarzy. Minusem jest fakt, że puder podkreśla suche skórki - dlatego trzeba pamiętać o nawilżeniu twarzy. Dodatkowo, przy cerze problematycznej, potrafi jeszcze bardziej podkreślić pryszcze czy inne wykwity - nie wygładza twarzy, czym mnie mocno rozczarował. Oczywiście nie posiada też żadnego krycia, dlatego przebarwień czy innych problemów nie zakryje, jedynie radzi sobie z rozszerzonymi porami, wygładzając je, przez co na jakiś czas stają się niewidoczne (ach, gdyby tak je całkiem zlikwidować, byłoby pięknie!).

Puder ten podbił moje serce tylko i wyłącznie w jednej kwestii - matowienia. Oprócz tego posiada szereg wad, które jednak u mnie nie zawsze wykluczają go z używania - suche skórki pojawiają się u mnie rzadko, pryszcze ostatnio też nie goszczą u mnie w dużej ilości, krycie zapewnia mi podkład/korektor, więc nie wymagam tego od pudru....jeszcze zakrywa pory, więc w sumie u mnie spisał się całkiem dobrze. Wydajność była całkiem w porządku, używam go od początku czerwca, i przy codziennym użytkowaniu wystarczył mi na 2 miesiące z hakiem (jeszcze została mi resztka na dnie, może na 2 użycia). Za taką cenę wydaje mi się, że jest to produkt całkiem porządny, i z pewnością wart przetestowania. Ja na pewno do niego wrócę, jednak tym razem chyba do wersji w kamieniu, żeby zobaczyć, czy różnią się one działaniem.

Producent: Essence
Dostępność: drogerie z szafami Essence (Natura)
Cena: 15-16 zł / 11g
Strona KWC


Znacie ten puder? Miałyście okazję go używać? A może znacie inne, warte polecenia?

20 komentarzy

  1. Fajnie, że u Ciebie się spisuje.
    Mnie zapchał tak masakrycznie, że aż wstyd mi było wychodzić w domu. Jak go wyrzucałam do kosza to się usmiechałam ;) Never again!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, u mnie nie było w ogóle zapchania...co dziwne, bo mam do niego tendencje, niestety.

      Usuń
    2. Wiesz, co skóra to reakcja. Mimo, że obydwie mamy miesane w kierunku tłustej skóry, to podobne produkty moga inaczej działać... Szkoda, bo pamiętam, jak się cieszyłam z pierwszych efektów tego pudru :)

      Usuń
    3. mnie również zapychał, teraz służy mojej mamie :)

      Usuń
  2. E... 3 h to ja mam po Bellu. Jednak najbardziej mi pasował Miss Sporty transparentny. Jak go znowu znajdę to kupuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może 3h to dla Ciebie mało, dla mnie to bardzo dużo ;)

      Usuń
  3. ja obecnie używam jego poprzednika fix&matte, który podobno składem nie różni się od all about matt ale jestem zadowolona. U mnie mat w okresie wiosennym cały dzień antomiast w lecie 5-6 h :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o nim, też chciałabym go przetestować.

      Usuń
  4. też kupiłam sobie ten puder, ale jakoś rzadko go używam

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam puder ryżowy z marizy i jestem z niego bardzo zadowolona!

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam inną wersję tego pudru, ale szału nie było :/

    OdpowiedzUsuń
  7. ostatnio wszystkie sypkie pudry mnie wkurzają, nie wie czemu, ale przerzuciłam się na prasowane. ale jak znów mi się dowidzi to zwrócę na neigo uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam teraz prasowany - zakupiłam Synergen :P

      Usuń
  8. bardzo żałuję, że u siebie w mieście nie mam Natury - z blogów wyczytuję że można tam upatrzeć bardzo ciekawe kosmetyki. Chociaż za pudrami sypkimi nie przepadam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam do niej kompletnie nie po drodze. Fakt, można znaleźć kosmetyki niedostępne np. w Rossmannie :)

      Usuń
  9. Przydałby mi się taki puder ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Prezentuje się ciekawie!

    U mnie z kolei dzisiaj mobile mix - zapraszam w wolnej chwili!

    OdpowiedzUsuń