Miętowo mi! Czyli o masce z Lush

13 lut 2013

Mam dość tej zimy....Kompletnie brak mi chęci do czegokolwiek, jest mi zimno, warczę widząc śnieg za oknem, i w ogóle same negatywy....jeszcze jakby szykował mi się jakiś wyjazd na narty, to mogłabym przeboleć śnieg, ale w mieście....brrrrr! Są dwie pozytywne rzeczy - za tydzień mam urodziny (chociaż starzenie się, to raczej nic dobrego), a oprócz tego ekscytuję się na myśl o czymś innym, większym....ale o tym napiszę kiedy/jeśli wypali ;>

Tyle słowem wstępu, przechodzimy do tematu. Jakiś czas temu mój chłopak przywiózł mi z Budapesztu dwa kosmetyki z Lush'a, które najbardziej chciałam przetestować - Dark Angels, oraz Mask Of Magnaminty. O aniołkach napiszę za niedługo, dzisiaj na świecznik trafia zielona, miętowa maseczka.


Wszystkie kosmetyki Lush są zapakowane w czarne opakowania, dość charakterystyczne. Wiele z nich, albo każdy można kupić w dwóch pojemnościach - mniejszej i większej. Nie wiem jak to jest z tym dokładnie, bo nie miałam okazji być w żadnym sklepie Lush'a. Ja dostałam mniejszą wersję, i cieszę się, bo produkt mógł mi kompletnie nie przypaść do gustu. Maskę dostajemy w okrągłym pudełeczku, zamykanym wieczkiem. Mniejsza wersja mieści 125g produktu (wierzcie mi, to naprawdę dużo!)


Informacje na opakowaniu są dokładne i szczegółowe, bardzo mi się to podoba. Na plus należy dodać również to, że Lush jest przeciwny testowaniu kosmetyków na zwierzętach, a ich opakowania wykonane są z plastiku pochodzącego z recyklingu. Opakowania należy użyć ponownie, przynieść do sklepu by dostać w nim nową porcję kosmetyku, bądź oddać do dalszego użytku. Szkoda, że wiele firm nie ma takiej ekologicznej polityki!


Jest też dokładnie wypisany skład produktu. Większość z nich ma krótką datę ważności, z racji tego, że są wyrabiane ze świeżych produktów. Nie wiem do końca ile w tym racji, chemia jest wszędzie, ale może faktycznie są bardziej naturalne niż kosmetyki innych firm. Jak nieraz pisałam, nie znam się na składach, zostawiam go Wam do odczytania ;)


Miły akcent - nalepka z wiadomością kto wykonał dany produkt :D Niestety nie wiem, czy na każdym opakowaniu jest inna osoba, czy jest to tylko zrobione "dla beki", niemniej pomysł mi się podoba, dodaje autentyczności i nadaje "swojski" klimat - tym bardziej, że moją maseczkę wykonał niejaki Przemek - dziękuję ;) Jak widać, 5 listopada jest datą wykonania produktu, a zużyć go należy do 5 marca. Nie wiem czy mi się to uda, bo maska jest baaardzo wydajna, najwyżej poużywam po terminie, nic mi się nie stanie :P


Przechodzimy do najważniejszego - działania! Maseczka jest koloru spłowiałej zieleni, jest gęsta, więc ciężko ją nabrać czymkolwiek. Jaki ja mam na to sposób? Używam do tego pędzla do podkładu z ELFa, o takiego. Maseczka idealnie się nim nabiera i łatwo rozprowadza po twarzy. Ma intensywny miętowy zapach, jednak nie jest on całkiem naturalny, osobiście mnie się kojarzy z miętową czekoladą - nie mam pojęcia dlaczego, ale kiedyś jadłam taką i pachniała identycznie :P Wielu osobom może przeszkadzać, jednak mnie się bardzo podoba.
Maskę nakładam zawsze po wcześniejszym peelingu - czy to Dark Angels, czy korundem. Po nałożeniu czuć lekkie swędzenie, ale jest ono spowodowane tą miętą - maska strasznie wychładza skórę! Dosłownie, uczucie jest takie, jakby zamrażało twarz. Na początku nie do końca mi to odpowiadało, ale szybko się przyzwyczaiłam - teraz nawet nie zwracam na to uwagi ;) Poza efektem chłodzenia nie czuć nic innego - maska nie ściąga skóry, ani nie szczypie.
Efekt? Super! Po zmyciu czuć, że twarz jest odprężona, zaczerwienienia mniejsze (zapewne przez ten chłód), jest baaardzo wygładzona, w dotyku przypomina aksamit :D Pory są zmniejszone, ogólnie cała twarz wygląda zdrowiej. Czy ma wpływ na wągry? Nie sądzę. Póki co używam Acnedermu, stosuję mleko, ale na efekty muszę jeszcze długo poczekać (ale i tak jest lepiej niż było). Na pewno pomaga przy gojeniu się pryszczy, i z pewnością nie wpływa na pojawianie się nowych. 

Jest to zdecydowanie moja ulubiona maska, przewyższa nawet spirulinę i glinkę zieloną - obydwie lekko mnie przesuszają, no i trzeba je wymieszać zanim nałożymy na twarz, tutaj produkt jest gotowy do użycia (plus dla leni takich jak ja). Z pewnością będę ją chciała kiedyś zakupić ponownie, bo jest naprawdę udanym produktem. Przez nią mam ochotę wypróbować więcej masek Lush'a! Ech może będzie mi dane ;) Maskę polecam każdej z Was, może przeszkadzać jej intensywny zapach, ale można jej to wybaczyć, kiedy dobrze działa, prawda? ;)

Znacie firmę Lush? Miałyście okazję używać ich produktów?

32 komentarze

  1. Znam tą firmę i mam kilka swoich perełek :)
    Zamroź sobie pół maski, a później gdy skończysz jedną część weźmiesz drugą :)
    Ja spróbowałam używać Oatifix po terminie i strasznie mnie podrażniła :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, że też na to nie wpadłam! Dziękuję :)

      Usuń
  2. Bardzo chciałam kupić tę maskę kiedy byłam w Lushu w Pradze, ale niestety jej nie mieli :( Moze jeszcze kiedys uda mi się ją kupić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja firmę Lush znam, ale niestety głównie tylko "ze słyszenia", bo miałam tylko jeden ich kosmetyk- cudowny czyścik Buche de Noel- mogę go szczerze polecić :)
    Na opakowaniu mojego Bucha była inna nalepka, na zdjęciach w necie też widziałam inne, więc to chyba rzeczywiście tak jest, że Twoją maskę zrobił dla Ciebie Przemek :D Swoją drogą... Przemek- polskie imię, najs! :) Polacy robią Lusha, tylko czemu nie w Polsce, grrrrr! Odkąd tylko wypróbowałam Buche de Noel, strasznie ubolewam nad tym, że nie mamy w Polsce Lusha :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Buche de Noel jest chyba limitowanym kosmetykiem, wychodzi tylko podczas świąt? Tak gdzieś przeczytałam...więc nawet nie miałabym jak kupić już :( Właśnie nie wiem, ale im zazdroszczę troszkę, że je robią :P

      Usuń
  4. Brzmi świetnie. Ja cały czas czekam, żeby Lush dotarł do Polski, najlepiej Krakowa :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie tylko Ty! To moje wielkie marzenie :D

      Usuń
  5. Ja Lush'a nie znałam coś gdzieś kiedyś słyszałam, ale czarne opakowania - lubię ;D Ale fajne ma działanie, chłodzące na moją często podpuchniętą twarz bylaby meeega :DDD

    OdpowiedzUsuń
  6. Chętnie wypróbuję tę maskę przy najbliższej okazji, bo opis brzmi kusząco. Moją Catastrophe Cosmetic (też z listopada) również zrobił ten sam Przemek :D Za to Angels on Bare Skin zrobiła już niejaka Wiola, więc osoby, które wykonują kosmetyk różnią się - pewnie Przemek jest specjalistą od maseczek, albo jest to kwestia podobnego terminu produkcji :D Swoją drogą polecam Ci właśnie Catastrophe Cosmetic, jest genialna!

    A tymczasem czekam na recenzję Dark Angels :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to może faktycznie Przemek zajmuje się maseczkami ;) Ale za to na DA już nie mam żadnej osoby :( Nie wiem od czego to zależy.

      Usuń
  7. Super :) mnie też bardzo podoba się design opakowań Lusha. Niestety nie miałam okazji do testowania niczego :( ale moze kiedyś się uda

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uda na pewno, też baaardzo długo nie miałam jak ich kupić.

      Usuń
  8. Nie miałam do czynienia z tą firmą, a szkoda, bo maską bardzo kusisz :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pierwszy raz czytam,wydaje się byc ciekawa ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. nie wiem dlaczego, ale myślałam, że Lush ma tylko kosmetyki do włosów;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Lush jest super, tej maski jeszcze nie miałam! Na każdym opakowaniu jest inna osoba na nalepce:) Myślisz, że nadaję się ona do skóry odwodnionej? Boję się, że mięta może wysuszyć mój naskórek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie wiem ;/ Mnie ona nie wysusza, ale mam skórę mieszaną/tłustą, nie wiem jak sprawdziłaby się na Twojej...

      Usuń
  12. Stwierdzam że wydaje się bardzo fajna ta maska! ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie mam nic z lusha a tyle rzeczy mnie kusi :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie miałam nic tej firmy, ale oczywiście bardzo chcę;)

    OdpowiedzUsuń
  15. nie znam tej firmy ;))


    zapraszam do wzajemnej obserwacji ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. samo opakowanie jest genialne! fighting animal testing. ciekawe gdzie mozna kupic...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sklepach Lush'a, bądź na ich stronie - z tym, że nie wysyłają do Polski.

      Usuń
  17. Masek nie miałam okazji wypróbować, za to szampony lusha w kostce owszem :)
    lush jest świetny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szampon w kostce chcę bardzo wypróbować!

      Usuń
  18. ja z tej firmy nie miałam jeszcze nic :)
    al ostatnio czytam właśnie,że ich produkty są naprawdę zadowalające.

    obserwuję ;)

    OdpowiedzUsuń

instagram @nightlywolf

© Nightly Wolf. Design by FCD.