Kozieradka - moje odczucia po miesiącu stosowania

Na wstępie chciałam Wam bardzo podziękować za życzenia pod poprzednią notką. Pomimo, że były składane przez obce osoby, to i tak miło się je czytało, i sprawiły, że moje urodziny były jeszcze bardziej udane - a wieczorna impreza była jedną z lepszych na jakich ostatnio byłam ;) Bardzo, bardzo miło będę je wspominała!
Nie pisałam nic też długo, z powodu mojego czystego lenistwa. To co się ze mną ostatnio dzieje, to jest jakiś dramat. Zimo znikaj, bo zapadnę w sen zimowy (jeśli jest to możliwe, biorąc pod uwagę, że zbliża się ona już ku końcowi :P). 

Boom na kozieradkę zaczął się najprawdopodobniej od bloga Anwen - ale chyba nikogo to nie dziwi ;) Ja sama przeczytałam o niej na jej blogu, i kilka dni później już miałam ją w swoich rękach (kozieradkę oczywiście). Nasiona zamawiałam na stronie doz.pl, co było bez sensu, bo kawałek dalej mam sklep zielarski, ale cóż - myślę zdecydowanie za wolno. 

Trochę się zdziwiłam po jej otrzymaniu, ponieważ w środku znalazłam proszek, a nie nasiona.....ok, to sproszkowane nasiona, ale dalej nie tego się spodziewałam. Nie wiem, czy to ma jakikolwiek wpływ na działanie kozieradki, ale myślę, że raczej nie. Dlaczego? O tym za chwilę.

butelka po wcierce Joanny ma, jak dla mnie, najlepszy dozownik

Kozieradkę przygotowuję co 3-5 dni. Zależnie jak mi się chce ;p Robię ją wg przepisu na opakowaniu, ale trochę zmodyfikowanego przeze mnie - niecałą łyżeczkę zalewam wrzątkiem do połowy szklanki, i zostawiam pod przykryciem jakieś 30 minut. Dlaczego tak mało? Na zdjęciu widzicie ilość płynu po zalaniu jednej dużej łyżki + prawie całą szklankę wody. Jako, że po 3-4 dniach należy zrobić nową porcję, taka ilość się marnuje, bo nie jestem w stanie jej zużyć. 

Kozieradkę aplikuję na skórę głowy, po każdym myciu, od dokładnie 18 stycznia. Myję czasami codziennie, czasami co dwa dni włosy, i według moich obliczeń - dzisiaj nakładałam ją po raz 16-ty. Staram się to robić dokładnie, jednak nie mam cierpliwości do tego całego wcierania - cała głowa zajmuje mi może 5 minut. Kozieradka nie przetłuszcza włosów, jednak sprawia, że o wiele wolniej wysychają, co jest dość irytujące. Dodatkowo nie zauważyłam u siebie opisywanego przez niektóre dziewczyny efektu "push up" na włosach :( Wcieram i wcieram, licząc, że się podniosą ale na moje włosy chyba nic nie działa. Jedno co mogę powiedzieć to na pewno to, że dłużej są świeże - następnego dnia wystarczy, że nałożę odrobinę talku i mogę wyjść - podczas gdy bez kozieradki często nie mogły się obejść bez codziennego mycia. 

Kolejnym dość istotnym aspektem jest....zapach, czy jak kto woli - smród :D Świeżo zaparzona kozieradka pachnie wg mnie ładnie, rosołem (taak, lubię jego zapach). Natomiast po kilku dniach śmierdzi jak....zepsuty rosół. Fuj, nakładanie tego na włosy do przyjemności nie należy, ale przynajmniej nie śmierdzę jak kostka rosołowa na odległość - chyba, że ktoś zacznie dokładnie wąchać moją skórę głowy (miło jest dostać nietypowy komplement od chłopaka: "pachniesz jak rosół". How romantic <3).

No, nie przypomina troszkę rosołu? ;p

Kolor płynu jest ciemnożółty, widać w nim resztki proszku, który zawsze mi się dostanie do butelki przy przelewaniu. Ale szybko opada on na dno, więc nie nakładamy go na włosy. A co z działaniem? Czy faktycznie wpłynęła na porost włosów?

Odpowiedź brzmi: tak, zdecydowanie! Po miesiącu stosowania muszę przyznać, że odrost jest większy niż zazwyczaj. Tutaj muszę dodać, że znów zdecydowałam się na zapuszczenie naturalnych włosów, póki co minęło ok. 1,5 miesiąca (w zeszłym roku udało mi się nie kupić farby przez 10 miesięcy), ale liczą się chęci prawda? ;) Robię to też po to, by móc lepiej widzieć efekty wcierania. Przez miesiąc moje włosy rosną maksymalnie 1,5 cm, przyrost między 18 stycznia - 23 lutego wynosi ponad 2 cm, a w niektórych miejscach nawet 2,5 cm! Wiem, że dla niektórych to żaden szokujący wynik, ale jak na moje oporne i wolno rosnące włosy, to całkiem pokaźna liczba ;)

Efekty ucieszyły mnie na tyle, że mam zamiar kontynuować wcieranie kozieradki, przez przynajmniej najbliższy miesiąc, bądź dwa. Nie spodziewam się, że przyrost jeszcze bardziej wzrośnie (oczywiście byłoby miło ;) ), ale jeśli utrzyma się na tym poziomie co teraz, to będzie wspaniale :) 

Używałyście kozieradki? A może macie to w planach? Jeśli nie, to decydujcie się jak najszybciej - koszt opakowania to niecałe 2 zł, a będziecie miały z niego kilkanaście porcji do przygotowania. Kozieradki szukajcie w sklepach zielarskich, bądź na doz.pl 

Polecam, polecam, polecam!

30 komentarzy

  1. Pachnieć jak rosół... marzenie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No rosołek jak nic!;D I tak szybko Ci rosną, moje włosy bez wspomagaczy nie przybierają w miesiąc nawet centymetra;( Muszę wypróbować koniecznie, na razie wcieram olej Khadi i skończyłam Jantarek;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj wolno, wolno :( Te 2 cm dzięki kozieradce to dla mnie cud ;p

      Usuń
  3. w poniedziałek idę po kozieradkę....;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę! W końcu muszę ją kupić! Na szczęście zapach rosołu mi nie wadzi :-) a nawet pół cm miesięcznie miło będzie mieć :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupuj! Każdy centymetr, czy pół, się liczy :D

      Usuń
  5. hm nigdy nie robiłam żadnych wcierek... tylko olejowanie które za przeproszeniem g***o mi dało :P Jak dostanę to w UK to może spróbuję - boję się tylko jak moje krótkie włosy na to zareagują haha :)
    Jakie wcierki polecasz jeszcze oprócz tej ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olejowanie też nie wpłynęło na mój porost, ale zadziałało na włosy.
      Polecam jeszcze ampułki Radical, Joanna Rzepa...więcej nie znam, albo nie pamiętam. Sama się zastanawiam jeszcze na korzeniem łopianu.

      Usuń
  6. nigdy nie stosowałam żadnej wcierki we włosy, ale skoro rak zachwalasz to może powinnam w końcu spróbować:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeej, w takim razie muszę się wyposażyć! <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Jest super, ale zapach zniechęca, fakt :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  10. u mnie push-upu też brak, ale jakieś nowe włoski zaczynaja się pojawiać :) a smrodek kozieradce wybaczam, nawet mi już nie przeszkadza!

    OdpowiedzUsuń
  11. super blog, podkradam post do siebie dodaję do obserwowanych więc na pewno oglądalność wzrośnie, jak umieszczę link do bloga;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Joanna Rzepa - zdecydowanie najlepsza butelka z dozownikiem do wcierek:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Używam kozieradki od kilku dni, około 5. Już widzę dużo plusów, ale...zapach. Jest okropny chociaż nie należę do wrażliwych i rzadko co mnie tak odpycha jak kozieradka. Smród jest nieziemski, na początku pachnie ładnie, spożywczo ale po 2 dniach - koszmar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, ja wylewam resztkę po około 4 dniach, bo faktycznie śmierdzi, aczkolwiek trochę sie przyzwyczaiłam :)
      A co do efektów....chyba mi się skóra głowy juz przyzwyczaja (a wcieram w tym momencie jakieś 2,5 miesiąca).

      Usuń
  14. Hej :) wczoraj pierwszy raz wklepałam w skórę głowy kozieradkę nie mogłam spać przez ten zapach ciągle mam wrażenie że czuć ode mnie rosół oczywiście włosy rano umyłam , ale korci mnie żeby znowu ją zaaplikować , masz może jakieś rady jak radzić sobie z tym wstrętnym zapachem?xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm nie miałam aż tak na początku....nie czuć od Ciebie rosołem, chyba, że ktoś powącha Ci skórę głowy, ale tak to nie, nie ma się czym przejmować :)
      Co do zapachu - przyzwyczaisz się, a jeśli nie, to gdzieś czytałam, że możesz do kozieradki dodać kilka kropel olejku eterycznego.

      Usuń
  15. Ha! Dokładnie to samo zauważyłam - zdecydowanie mniej się przetłuszczają! :D To jest wg mnie mega plus... ale zapach, łeeee :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, muszę ją chyba zrobić od nowa :)

      Usuń
  16. Ja ostatnio kupilam nasiona kozieradki i przygotowuje sie na jej stosowanie. P.S. Podoba mi sie wyglad Twojego bloga. Prosty, ale łądny i efektowny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się u Ciebie sprawdzi :)
      Dziękuję, lubię jak jest dość pusto i schludnie na blogu :)

      Usuń
  17. kozieradka jedzona na sucho też działa?

    OdpowiedzUsuń